Czy nowy lek dla osób po przeszczepach okaże się pomocny w walce z łuszczycą?

Czy nowy lek dla osób po przeszczepach okaże się pomocny w walce z łuszczycą?
Rate this post

Polscy badacze pracują nad nowym lekiem dla osób po przeszczepach, który, jak pokazują wstępne badania, może być także pomocny w leczeniu objawów łuszczycy.

Prowadzone badania dotyczą związków będących pochodnymi kwasu mykofenolowego (MPA), które miałyby być substancją czynną nowego leku immunosupresyjnego. Kwas mykofenolowy został zatwierdzony w USA jako lek przeciwko ostremu odrzuceniu przeszczepów m.in. nerki. Obecnie na rynku powszechnie stosowane są dwa preparaty, będące pochodnymi tej substancji. Niestety powodują one także skutki uboczne, w szczególności obniżenie odporności zwiększające podatność na różnego rodzaju infekcje i powstawanie nowotworów.

łuszczyca badania
badania pokażą, czy pochodna leku przeciwko ostremu odrzuceniu przeszczepów, pomoże skutecznie leczyć objawy łuszczycy

Wstępne badania zostały wykonane na kilku liniach nowotworowych wywodzących się z różnych tkanek oraz na prawidłowych komórkach układu immunologicznego zdrowych dawców. Wśród badanych pochodnych, trzy wykazały interesującą aktywność immunosupresyjną, a także wpływ na cytokiny oraz aktywowanie komórek dendrytycznych. Jeżeli więc kolejne etapy weryfikacji potwierdzą właściwości badanych związków, będą mogły mieć one zastosowanie w szeroko pojętej transplantologii, a także w przypadku chorób autoimmunologicznych, takich jak toczeń oraz przede wszystkim łuszczyca.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Łuszczyca może nasilać migrenę?

Łuszczyca może nasilać migrenę?
Rate this post

Według duńskich badaczy, ryzyko migreny rośnie u pacjentów z łuszczycą, w zależności od stopnia nasilenia dolegliwości skórnych.

Niektórzy naukowcy sugerują, że u podłoża łuszczycy oraz migreny mogą leżeć pewne wspólne mechanizmy patofizjologiczne. Poza tym jednak, że w obu tych chorobach istnieje podwyższone ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych, nie wiele wiemy o wzajemnych powiązaniach między nimi. Duńscy autorzy, których badania zostały opublikowane w Journal of the American Academy of Dermatology, postanowili sprawdzić, czy istnieje bezpośrednia zależność między chorowaniem na łuszczycę a ryzykiem występowania migreny.

migrena łuszczyca
Ryzyko migreny rośnie u pacjentów z łuszczycą, w zależności od stopnia nasilenia dolegliwości skórnych.

 

Metodologia

Duńscy badacze przeanalizowali dane pochodzące z narodowego rejestru pacjentów. Do badania kwalifikowano osoby dorosłe (powyżej 18. roku życia), leczone między styczniem 1997 a grudniem 2011. W sumie sprawdzono wpisy dotyczące ponad 5 milionów osób. W grupie tej 53 000 chorych miało łuszczycę o łagodnym nasileniu dolegliwości a dodatkowe 6831 pacjentów chorowało na łuszczycę z ciężkimi dolegliwościami; u kolejnych 6000 pacjentów zdiagnozowano także łuszczycowe zapalenie stawów.

Wyniki Badania

Po przeanalizowaniu zebranych danych okazało się, że stosunek współczynników zapadalności dla migreny wynosił odpowiednio 1,37 (95% confidence interval 1,30-1,45); 1,55 (95% confidence interval 1,29-1,86) oraz 1,92 (95% confidence interval 1,65-2,22) w zależności od postaci choroby. Dodatkowe analizy wykazały także, że ryzyko wystąpienia migreny było podwyższone zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

Autorzy pracy podkreślają, że łuszczyca wiąże się ze zwiększonym ryzykiem migreny, szczególnie przy cięższym przebiegu choroby dermatologicznej. Z pewnością ciekawe byłyby wyniki dalszych badań wskazujących czy leczenie łuszczycy wpływa na ryzyko migreny oraz analizujących związek między występowaniem migreny u pacjentów z łuszczycą a ryzykiem sercowo-naczyniowym.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Psychodermatologia w leczeniu łuszczycy

Psychodermatologia w leczeniu łuszczycy
Rate this post

Psychodermatologia jest nową dziedziną wiedzy, która porusza m.in. zagadnienia z zakresu dermatologii i psychologii/psychiatrii.

Według przeprowadzonych badań ok. 30-60% wszystkich pacjentów dermatologicznych zmaga się z problemami natury psychologicznej – wykazują oni tendencje depresyjne, mają stany lękowe. Jak zapewniają specjaliści, jest to zagadnienie bardzo powszechne, które dotyczy wielu osób i nie powinno być ono bagatelizowane i marginalizowane.

Okazuje się, że zły stan skóry może wpływać nie tylko na niewłaściwy sposób postrzegania świata przez pacjenta, ale także na to, jak on sam jest odbierany. Osoby z poważnymi zmianami dermatologicznymi mogą być często odtrącane – nie tylko przez obcych, ale także najbliższych.  Wynika to nie tylko z silnie zakorzenionego przekonania, że choroby dermatologiczne wynikają ze złej higieny, niewłaściwego trybu życia a nawet wykształcenia i pochodzenia, a każda ich postać jest zaraźliwa.

Pacjenci charakteryzujący się poważnymi zmianami, mogą być postrzegani jako inni, obcy, gorsi. Właśnie takie myślenie sprawia, że zamykają się oni w sobie i jeszcze bardziej pogrążają w chorobie. Nie są w stanie samodzielnie egzystować, co często wiąże się z narastaniem poważnych problemów w nawiązywaniu kontaktów (poznawaniu nowych osób, podtrzymywaniu przyjaźni) ale także w codziennym życiu – wielu osobom trudno jest znaleźć pracę, zmienić stanowisko czy awansować. Brakuje im bowiem asertywności i pewności siebie. Boją się także komuś zwierzyć ze swoich kłopotów, aby nie zostać odtrąconym.

W takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest współpraca z psychodermatologiem – psychologiem/psychiatrą specjalizującym się w chorobach dermatologicznych. Specjalista z zakresu psychodermatologii pomaga wszystkim osobom dotkniętym skórnymi problemami. W trakcie spotkań rozmawia on z pacjentem na temat jego trudności, kłopotów – temu, co sprawia mu przykrość, z czym nie może sobie poradzić – i wspólnie z nim szuka, jak najlepszych dla niego rozwiązania. Współpracuje także z rodzinami osób chorych pokazując, że życie z pacjentem dermatologicznym nie musi być postrzegane w negatywnym świetle, jako trwałe cierpienie i udręka.

Psychodermatologia – zakres

Tekst pochodzi ze strony: http://febumed.pl/czym-jest-psychodermatologia/

UWAGA: Już od października w Centrum Leczenia Łuszczycy Febumed, będzie możliwość skorzystania z usług psychodermatologa – m.in. indywidualne konsultacje psychodermatologiczne oraz uczestnictwo w ramach działających grup wsparcia dla osób z przewlekłymi chorobami skóry oraz ich rodzin.

Pełne informacje dostępne pod numerem 22 841 01 12.

 

Przełom w leczeniu łuszczycy?

Przełom w leczeniu łuszczycy?
Rate this post

Do obiegu został wprowadzony eksperymentalny lek – guselkumab, który jak wynika ze wstępnych badań, lepiej kontroluje przebieg łuszczycy niż obecnie stosowane terapie. W przeprowadzonych doświadczeniach nowy lek okazał się bardziej skuteczny niż najefektywniejsze obecne na rynku leki na łuszczycę.

leczenie łuszczycy
Lek wciąż jest w fazie testów klinicznych, jednak wyniki dotychczasowych badań wydają się wyjątkowo obiecujące.

Do udziału w badaniach nad skutecznością nowego leku zaproszono blisko 300 osób. U każdego z pacjentów porównywano skuteczność guselkumabu z powszechnie wykorzystywanym w terapii łuszczycy adalimumabem. Aż u 86 proc. osób poddanych terapii przy zastosowaniu nowego antybiotyku objawy łuszczycy ustąpiły natychmiastowo. Z kolei w grupie otrzymującej adalimumab odsetek ten wyniósł 58 procent.

– Jako dermatolog jestem wyjątkowo podekscytowany potencjałem guselkumabu i tego co może w przyszłości zdziałać dla pacjentów cierpiących na łuszczycę plackowatą – powiedział dr Kristian Reich jeden z badaczy nowego leku na łuszczycę.

Działanie medykamentu polega na blokowaniu białka interleukiny, które odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego. Udowodniono, że tego typu blokada znacząco poprawia stan skóry pacjenta z łuszczycą. Lek podawany jest w postaci zastrzyków w różnych odstępach czasowych.

Efektem ubocznym terapii może być zwiększone ryzyko wystąpienia infekcji płuc oraz wyrostka robaczkowego.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Medyczne zastosowanie marihuany w leczeniu łuszczycy

Medyczne zastosowanie marihuany w leczeniu łuszczycy
5 (100%) 1 vote

Do opinii publicznej przecieka coraz więcej informacji, na temat leczniczych właściwości marihuany, która przez prawo polskie wciąż uznawana jest za tzw. „lekki narkotyk”. Publikacje na temat leczniczych właściwości marihuany, zawierają sporo odniesień do ewentualnych zastosowań w leczeniu chorób skóry, w tym także łuszczycy – i to właśnie temu tematowi poświęcimy dzisiejszy wpis na blogu.

marihuana łuszczycya
Czy marihuana rzeczywiście może pomóc w leczeniu objawów łuszczycy?

Jeśli chodzi o najnowsze doniesienia naukowe na ten temat, to warto wyróżnić pracę dwóch badaczy z Uniwersytetu w Nottingham, w Wielkiej Brytanii. Badacze zaobserwowali, iż zahamowanie nadmiernego rozwoju komórek naskórka (główna przyczyna łuszczycy), można uzyskać przez podawanie chorym tzw. Kannabinoidów – czyli substancji wytwarzanych przez konopie. Testom zostały poddane cztery substancje zawarte w marihuanie – THC, CBD (kannabidiol), kannabinol oraz kanabigerol. Każda z przebadanych substancji okazała się w mniejszym lub większym stopniu, skuteczna w hamowaniu przyrostu naskórka. Dodatkowo CBD jest od dawna znany ze swojego działania przeciwzapalnego, i hamowania aktywności limfocytów, a przewlekły stan zapalny również jest uważany za jedną z przyczyn występowania choroby. W ocenie naukowców, ich badanie w sposób definitywnie potwierdza skuteczność substancje pochodzące z marihuany, dla leczenia objawów łuszczycy. Warto zwrócić uwagę, iż poza podanym powyżej przykładem, nie ma obecnie wielu wiarygodnych badań nad możliwością leczniczego wykorzystania marihuany w łuszczycy.

Powyższe odkrycie zdają się potwierdzać niektórzy dermatolodzy – zwolennicy leczniczego wykorzystania marihuany. W ich opinii marihuana może polepszać stan skóry, istotne jest jednak to, aby była ona dostarczona do organizmu w inny sposób niż poprzez palenie. Rozwiązaniem wydają się więc stosowane miejscowo maści oraz oleje na bazie marihuany. W takim przypadku można uzyskać większe stężenie leczniczych substancji właśnie w zmienionym chorobowo miejscu, przy czym niewielka ilość substancji aktywnych wchłania się do krwi. Dzięki temu, oddziaływanie na cały organizm jest znikome. Preparaty tego typu są na razie niedopuszczone do sprzedaży w Polsce, można jednak próbować zamawiać je poprzez zagraniczne sklepy – ich skuteczność nie została jednak należycie potwierdzona.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Aktywny składnik leku na łuszczyce może powodować poważne uszkodzenia mózgu?

Aktywny składnik leku na łuszczyce może powodować poważne uszkodzenia mózgu?
Rate this post

Najnowsze analizy amerykańskich naukowców sugerują, iż aktywny składnik leków na łuszczycę (a także m.in. stwardnienie rozsiane), może powodować poważne uszkodzenia mózgu.

Substancja znana jako fumaran dimetylu została powiązana z dwoma przypadkami rzadkiej infekcji mózgu (u kobiet z Europy). Pierwszy przypadek dotyczył 54-letniej kobiety ze stwardnieniem rozsianym. Kobieta zmarła w październiku 2014 roku w wyniku komplikacji związanych z zapaleniem płuc, po 4,5 rocznym leczeniu choroby przy użyciu leków zawierających fumaranu dimetylu. Z kolei drugi przypadek dotyczy 64-letniej kobiety chorującej na łuszczycę. Kobieta zmarła w 2014 toku także leczona po 2 latach lekiem ze wspomnianą substancją czynną. Oba powyższe przypadki zakończyły się rzadką i śmiertelną chorobą wirusową atakującą mózg tzw. leukoencefalopatią wieloogniskową (PML).

Powyżej opisane śmiertelne historie chorób kobiet łączy to, że panie przez dłuższy czas miały obniżoną liczbą białych krwinek (problemy z odpornością, jak również przyjmowały lek z omawianym składnikiem w wysokim stężeniu, narażonym na większe niebezpieczeństwo niepożądanych efektów ubocznych. Istotne jest więc, by podczas stosowania leków zawierających fumaran dimetylu monitorować ilość białych i czerwonych krwinek, wykonując proste badanie krwi (morfologię). Jeśli dochodzi do spadku liczby krwinek, konieczne jest zaprzestanie stosowania leku.

Lekarze po zakończeniu wielomiesięcznych testów i badań sugerują, że substancja czynna fumaran dimetylu może mieć negatywny wpływ na pracę układu immunologicznego, szczególnie jeśli jest stosowana przez dłuższy czas. Twierdzą jednak, że te poważne konsekwencje stosowania leków z fumaranem dimetylu występują na tyle rzadko, że leki nie powinny być wycofywane, ale nadal powinny być dostępne na rynku jako ważna opcja dla osób chorujących na stwardnienie rozsiane oraz łuszczycę.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

 

Związek Łuszczycy ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę wieńcową potwierdzony

Związek Łuszczycy ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę wieńcową potwierdzony
Rate this post

Wyniki najnowszych badań przedstawionych w American Journal of Medicine wskazują, że Atopowe Zapalenie Skóry oraz łuszczyca, są związane ze zwiększoną częstością występowania choroby wieńcowej.

Zarówno łuszczyca, jak i atopowe zapalenie skóry są chorobami, których patogeneza jest związana z przewlekłym stanem zapalnym oraz różnymi mechanizmami immunologicznymi. To zaś może wiązać się ze zwiększonym ryzykiem rozwoju choroby wieńcowej. Taki związek został już jakiś czas temu udowodniony dla łuszczycy – pisaliśmy o tym w jednym z poprzednich wpisów na blogu. Najnowsze badania potwierdzają podobny związek w przypadku AZS. Wyniki pracy naukowców z Danii opublikowano w American Journal of Medicine.

W opisywanym badaniu brało udział 58 pacjentów z łuszczycą oraz 31 osób z AZS i 33 uczestników z grupy kontrolnej. Osoby zakwalifikowane do badania miały oceniany stopień uwapnienia tętnic wieńcowych.  W badaniu tomografii komputerowej naczyń wieńcowych (CCTA) wykazano obecność blaszek miażdżycowych u 38,2% pacjentów z łuszczycą i 48,1% osób z AZS, podczas gdy w grupie kontrolnej było to 21,2%. Łuszczyca była związana ze zwiększoną częstością znacznego zwężenia tętnic wieńcowych, a zajęcie 3 naczyń wieńcowych i/lub lewej tętnicy wieńcowej występowało u 20% osób z łuszczycą i 3% w grupie kontrolnej. Atopowe zapalenie skóry było związane natomiast z łagodnym zajęciem jednego naczynia (40,7% vs 9,1% w grupie kontrolnej).

Wyniki tego badania sugerują więc, że łuszczyca oraz atopowe zapalenie skóry mogą istotnie zwiększać częstotliwość występowania choroby wieńcowej.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Łuszczyca, co pomaga? – Rozmowa z lekarzem z dermatologiem

Łuszczyca, co pomaga? – Rozmowa z lekarzem z dermatologiem
Rate this post

Poniżej rozmowa z dermatologiem dr. Andrzejem Szmurłą, w której znajdziecie wiele ciekawych informacji na temat łuszczycy; leczenia, leków, diety, a także o tym czy wycięcie migdałków może pomóc w walce z chorobą.

Moja babcia chorowała na łuszczycę. Pamiętam, że wtedy bardzo trudno się tę chorobę leczyło.
– I niestety dalej się trudno leczy.

To mało pocieszający początek rozmowy.
– „Trudno” nie znaczy, że nie można pomóc chorym. Można. Mam wielu pacjentów, u których łuszczyca zupełnie się wycofała lub przynajmniej zdecydowanie zwinęła skrzydła.

Nowoczesne leki biologiczne, o które zabiegali polscy pacjenci, coś zmieniły w leczeniu?
– Na pewno, choć to nie jest remedium na wszystko. Przeciwciała monoklonalne, o których mówimy, mają zalety. Niektórym pacjentom bardzo pomaga ich stosowanie. Ale mają też wady – i nie ma co tego ukrywać.

Są drogie.
– Są koszmarnie drogie. Jedna ampułka może kosztować nawet 4 tys. euro. Środki te są refundowane w niektórych szpitalach mających podpisany odpowiedni kontrakt z NFZ, trzeba jednak spełnić szereg warunków. Są ostatnią deską ratunku – pacjent musi przejść wcześniej wszelkie inne dostępne terapie, by dostać taki lek. Prywatne przychodnie w ogóle więc takimi lekami nie leczą.

A warto?
– Jednym pomagają, innym nie. Z lekami biologicznymi jest ten problem, że to naprawdę nie są cukierki. Zostały stworzone tak, by wybiórczo blokować określone substancje procesów zapalnych w ciele, najczęściej różne rodzaje interleukin czy czynnik TNF. A łuszczyca bardzo silnie związana jest ze stanami zapalnymi. Podawanie takich leków powoduje więc poprawę w chorobie przez osłabienie naszego układu odpornościowego. I wszystko wspaniale, tyle że to ma swoje konsekwencje. Leczone osoby są np. bardziej narażone na infekcje, takie jak choćby grypa, ale też na raka. Były prowadzone badania, z których wynika, że leki te mogą w niektórych przypadkach zwiększać ryzyko rozwoju raka prostaty u mężczyzn.

Leczenie gorsze od choroby?
– Nie można tak powiedzieć. Te leki mogą pomóc chorym, tylko nie uważam, by były pierwszym wyborem dla każdego pacjenta. Poza tym ich koszt jest wysoki, ale dopóki jest refundacja, nas to nie martwi. Tylko co się stanie, kiedy tej refundacji zabraknie? Pacjent leczony w ten sposób w zasadzie już musi pozostać przy tej metodzie.
Jest jeszcze kwestia uodparniania się na leki biologiczne. Gdy tak się dzieje, trzeba kombinować i łączyć dwa środki. Miałem pacjentów, którzy przestali reagować na leczenie biologiczne, i powiem szczerze, że mamy im już niewiele do zaoferowania. Dlatego trzeba dobrze rozważyć, czy to najlepsze rozwiązanie dla chorego. Czasami tak.

To czym leczyć? Wciąż naświetlania i maści?
– Tak, to wciąż działa. Stosuje się naświetlania UVA i UVB. Naświetlania UVB są bezpieczniejsze, można się przy tym co najwyżej opalić, ale są mniej skuteczne. UVA są znacznie bardziej efektywne w leczeniu, jednak nie wszyscy pacjenci dobrze reagują na leki doustne stosowane wspomagająco przy tej terapii.

Mają zwiększyć działanie promieni?
– Tak, stosuje się psoraleny, które zwieszają aktywność UVA. Niestety, u niektórych pacjentów psoraleny mogą powodować mdłości i dolegliwości żołądkowe. Poza tym trzeba bardzo uważać na normalne słońce, kiedy wychodzimy na dwór po takiej kuracji. Można się narazić na poparzenie słoneczne. Metoda ta jednak w wielu przypadkach może pomóc chorym.

Takie naświetlania nie zwiększają ryzyka rozwoju raka skóry?

– Trochę zwiększają. Skutkiem ubocznym może być czerniak lub inny rodzaj raka skóry. Jednak w swojej wieloletniej praktyce czerniaka po takiej terapii nie rozpoznałem ani razu, a jestem specjalistą od tych spraw. Było kilka przypadków łagodniejszych form raka podstawnego skóry. Pacjentom aplikujemy bardzo konkretną dawkę promieniowania w kontrolowanych warunkach. Więcej czerniaków widziałem po solarium.

A tak znienawidzone przez pacjentów maści?
– Jak najbardziej się je stosuje. Najczęściej są to sterydy w połączeniu z witaminą D. Daje się ją, żeby przeciwdziałała ścienianiu skóry pod wpływem sterydu. Kiedyś stosowano też samą witaminę D, ale wycofano takie maści z rynku.Sterydy też nie są obojętne dla organizmu.
– Oj, nie są. Ale najczęściej skutkiem ubocznym są po nich tylko rozstępy. My nie stosujemy takich dawek, żeby pacjenta wpędzić w kłopoty. Wiadomo, że nie można ich nakładać na twarz. Ale akurat tu wiele się zmienia w technologii produkcji. Tworzy się takie sterydy, które są jak najmniej wchłanialne, by działały tylko na skórę miejscowo, a nie na cały organizm – to tzw. mineralokortykoidy. Produkowane są różne pianki, szampony zawierające sterydy do stosowania na skórę.
Wciąż też używa się maści z dziegciem, ale jest ich mało, ponieważ dziś już nikt ich nie robi na zamówienie.

Dlaczego?
– Bo mało kto umie, niestety.

A coś nowszego?
– Dermatolodzy mają dobre wyniki w leczeniu łuszczycy za pomocą leków na trądzik – retinoidów. Retinoidy mogą nieco podnosić poziom cholesterolu i trójglicerydów. Problemem jest również to, że dwa lata wypłukują się z organizmu, kobiety w okresie rozrodczym muszą uważać. Nie powinny zajść w ciążę ani w trakcie leczenia, ani jeszcze dwa lata po.

Dużo tych metod.
– Pamiętajmy, że łuszczyca to zapewne nie jest jedna choroba. W zasadzie wciąż nie wiadomo, co to w ogóle jest. Może się okazać w przyszłości – i do tego się skłaniam – że to różne schorzenia przyjmujące podobną formę. My rozmawiamy głównie o łuszczycy przewlekłej. Łuszczyca przewlekła jest pod względem wyglądu dzielona na kroplistą, plackowatą, wysiękową itd. Całkiem inne odmiany to stawowa i krostkowa.
Łuszczyca stawowa naprawdę ostro daje w kość. Prowadzi do deformacji stawów.
Kiedyś leczyliśmy dyrygenta. Miał za sobą udaną karierę, ale kiedy przyplątała się ta choroba, musiał ją zakończyć. W takich przypadkach dawniej stosowano jeszcze plazmaferezę – wyłapywało się białe krwinki pacjenta i inne nieokreślone składniki osocza – ale okazała się zbyt droga, by używano jej powszechnie.
Z kolei np. łuszczyca ostra powstaje po infekcji paciorkowcami. To bardzo dziwne zjawisko. Na ciele chorego pojawiają się tysiące maleńkich identycznych kropeczek nie większych niż łepek szpilki. Taką łuszczycę leczy się antybiotykiem – tetracykliną.

Antybiotyk? Po co?
– To teraz będzie fachowo: ponieważ tetracyklina zaburza migrację monomorficznych limfocytów wielojądrzastych.

Wolę po ludzku.
– Łuszczyca ostra jest czymś w rodzaju alergii. Choć normalnie te dwie choroby nie mają ze sobą nic wspólnego. Przypuszcza się, że alergeny paciorkowców – cząsteczki obecne na powierzchni komórek bakterii wywołujących najczęściej anginę – są bardzo podobne do tych obecnych na zdrowych komórkach skóry. I układ odpornościowy się myli. Atakuje paciorkowce i skórę jednocześnie. Kiedy w skórze trwa taki szturm, ściągają do tych miejsc wspomniane limfocyty, zwiększając reakcję zapalną. Antybiotyk zaburza tę reakcję i stan skóry się poprawia. Wygląda to dość spektakularnie u pacjenta, ale nie jest bardzo groźne. Mija bez problemu i zazwyczaj taką łuszczycę mamy raz w życiu.

Odwrotnością tej sytuacji jest z kolei łuszczyca krostkowa. Nazwa nie brzmi poważnie, ale to choroba, która postępuje w bardzo szybkim tempie. Zamiast łusek tworzą się ropne krostki i skóra dosłownie zaczyna spełzać z pacjenta. To wymaga hospitalizacji i podawania wlewów ze sterydów dożylnie. Nie chcę straszyć, ale od tego można nawet umrzeć, jeśli utracimy zbyt dużo skóry. Wtedy dopiero widać, jak ważny to narząd. Bez skóry nie można żyć.

Czym jest łuszczyca?

– Tego nie wiemy do końca. Dziś uważa się, że to także choroba metaboliczna, taka jak cukrzyca czy miażdżyca. Osoby chorujące na łuszczycę częściej mają np. zawały serca. I nikt nie wie dlaczego.

Kobiety chorują częściej?
– Trochę częściej, ale to nie jest choroba związana jakoś bardziej z płcią. Chorują wszyscy, w każdym wieku. Także dzieci.
Różnie jest też z pojawianiem się i znikaniem choroby. To indywidualne. Wiadomo, że jeśli choroba ujawni się w wieku dziecięcym, to łuszczyca ma gorszy przebieg i zazwyczaj nie znika. Niektóre leki mogą indukować chorobę, np. stosowane w chorobach układu krążenia beta-blokery.A styl życia?
– Sugeruje się, że jej przebieg łagodzi – i zmniejsza też ryzyko zachorowania – niskokaloryczna dieta. Nieprzejadanie się. Zawsze nurtowało mnie pytanie, czy osoby cierpiące na anoreksję chorują na łuszczycę. Bo mam podejrzenia, że nie.
Duży wpływ na rozwój łuszczycy może mieć stres – zazwyczaj zaostrza stan chorego. Ale bywa odwrotnie. Kiedyś leczyłem w szpitalu pacjenta, który miał naprawdę duże zmiany łuszczycowe. Zmarł mu nagle syn i on to strasznie przeżył. Ale tu stres zadziałał inaczej – wyleczył go z łuszczycy zupełnie, w ciągu dwóch nocy. Śmierć syna to był szok dla organizmu pacjenta, który „wycofał” chorobę. Ale to tylko pokazuje, że stres ma znaczenie.
Czy z tym dobroczynnym wpływem wypadów nad Morze Martwe to prawda?
– To ma sens. Osobom chorym na łuszczycę zaleca się nawet kąpiele w słonej wodzie w wannie. Hiperosmoza powoduje, że mediatory stanu zapalnego unieczynniają się. Poza tym kiedyś jeden z kolegów dermatologów tłumaczył mi, że nad Morzem Martwym, które jest w niecce, chmury układają się w taki sposób, iż ilość promieniowania UVA jest dla łuszczyków wyjątkowo korzystna. Ale niekoniecznie trzeba jechać aż do Izraela – generalnie pobyt nad morzem osobom chorym na łuszczycę służy.

A leki ziołowe?
– Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek pomagały. Prowadzono badania nad przyprawą kurkumą, ale nie dały one zadowalających rezultatów.

Nowa metoda: wycinanie migdałków.
– To może działać. Tak samo jak w przypadku wspomnianych paciorkowców. Migdałki są strażą, linią obrony naszego organizmu. Tam „wyłapywanych” jest wiele mikrobów, w tym m.in. paciorkowce, i tam toczy się wojna, a zatem również stan zapalny. Usunięcie migdałków może w niektórych przypadkach pomóc, choć nie jest to na pewno standardowa metoda leczenia.

Jak pielęgnować na co dzień skórę z łuszczycą?
– Należy przede wszystkim delikatnie oczyszczać łuski. Ale nie trzeć ich i nie drapać, tylko masować i natłuszczać, by schodziły. Osoba chora na łuszczycę traci bardzo dużo naskórka. Jego okres złuszczania się wynosi nie tak jak u zdrowych – około 28 dni, ale tylko cztery! Trzeba pilnować, czy nie tracimy też zbyt dużo żelaza, i jeśli tak – uzupełniać je.

Wszystko kręci się cały czas wokół tych stanów zapalnych.
– Dawniej, kiedy pacjent przychodził do nas do szpitala z rozpoznaniem łuszczycy, pierwsze, co robiliśmy, to m.in. wysyłaliśmy go obowiązkowo do dentysty, a kobiety do ginekologa. Wyleczenie chorych zębów czasem pomagało. Wykonywaliśmy też rentgen klatki piersiowej. W ogóle szukało się toczących się stanów zapalnych. Bo to ma ścisły związek z powstawaniem łuszczycy. Może tak być, że to one w dużej mierze są przyczyną tej choroby, podsycają łuszczycę.
Przyszła raz do nas pacjentka, której nie byliśmy w stanie pomóc żadną metodą. Zaczęliśmy się doszukiwać ukrytego zapalenia. I okazało się, że pani od lat nie wyjęła antykoncepcyjnej wkładki domacicznej! Wokół niej toczył się stale proces zapalny. Po usunięciu wkładki i podleczeniu kobiety łuszczyca ustąpiła. Podobnie było z pacjentem, któremu usunięto gruczolaka nadnerczy. Tu też łuszczyca odpuściła, a kiedy po kilku latach powróciła, to już w szczątkowej formie.
Namawiałem kiedyś urologów, by zrobić badania, czy osoby z kamicą nerkową nie są też bardziej narażone na łuszczycę. Ale niestety, nic z tych namów nie wyszło. 

Te stany zapalne przypominają mi ziarenko piasku wrzucone do muszli. Drażni, drażni, aż wokół powstaje perła. Dla nas jest piękna, ale dla małża to coś, czego chce się pozbyć.

– Dlatego trzeba pilnować, by nie „hodować” w sobie stanów zapalnych. Leczyć infekcje, pilnować zębów. Badać się regularnie. Zdrowy styl życia, dieta, ruch, wysypianie się, brak nałogów na pewno pomogą też w walce z łuszczycą.

Transkrypcja wywiadu została pierwotnie opublikowana na portalu Wyborcza.pl.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Opracowano sposób na prognozowanie wystąpienia łuszczycy

Opracowano sposób na prognozowanie wystąpienia łuszczycy
Rate this post

Czy można skutecznie prognozować wystąpienie łuszczycy, zanim jeszcze pojawią się pierwsze fizyczne objawy choroby? Jeszcze do niedawana tego typu  diagnoza nie była możliwa, jednak najnowsze wyniki badań sugerują, iż już wkrótce wczesne identyfikowanie zagrożenie ze strony choroby, może stać się faktem. 

W wielu badaniach potwierdzono  związek między występowaniem łuszczycy a zagrożeniem chorobami sercowo-naczyniowymi. Mechanizm tej zależności wciąż pozostaje nieznany, jednak zaobserwowano, iż u pacjentów ze szczególnie podwyższonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych występuje często tzw. nadekspresja osteopntyny, czyli zwiększenia ilości białka osteopontyny na powierzchni komórki. Tego typu nadekspresja zależy m.in. od selenu, pierwiastku który jest zaangażowany w regulację białka. Próbę wyjaśnienia powyższych zależności oraz ich ewentualny związek z występowaniem łuszczycy, podjęli irańscy badacze.

test na łuszczycę
Czy już wkrótce powstanie skuteczny „test na łuszczycę”?

 

Wyniki ich badań zostały opublikowane w Clinical and Experimental Dermatology. Autorzy pracy chcieli sprawdzić, jaki jest poziom osteopontyny, selenu oraz prolaktyny u osób z łuszczycą, oraz określić związek między badanymi markerami a stanem metabolicznym. Do badania zakwalifikowano 40 pacjentów z łuszczycą oraz 40 zdrowych osób odpowiednich im względem wieku i rozkładu płci do grupy kontrolnej. W testach wykazano, że nie występują znaczące różnice między średnim poziomem selenu oraz prolaktyny w obu grupach.

Okazało się jednak, że u osób z łuszczycą poziom osteopontyny był znacząco wyższy niż u zdrowych uczestników badania. Autorzy pracy wnioskują więc, że wysokie stężenie osteopontyny w surowicy może być czynnikiem użytecznym w prognozowaniu wystąpienia łuszczycy – już wkrótce fakt ten może być wykorzystany do przygotowania testów prognozujących możliwość wystąpienia łuszczycy.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Leczenie biologiczne może zwiększać ryzyko ciężkich zakażeń

Leczenie biologiczne może zwiększać ryzyko ciężkich zakażeń
Rate this post

Jak pokazują badania, leczenie biologiczne łuszczycy może zwiększać ryzyko ciężkich zakażeń. Przy niektórych lekach ryzyko wystąpienia skutków niepożądanych może być wyższe, a przy niektórych nieco niższe.

Z artykułu opublikowanego na lamach JAMA Dermatology dowiemy się, które z biologicznych leków stosowanych w łuszczycy wiążą się z wyższym ryzykiem wystąpienia poważnych zakażeń u leczonych osób. W świetle przedstawionych wyników adalimumab oraz infliksimab wiążą się z wyższym ryzykiem w porównaniu do leków podawanych w terapii konwencjonalnej. Natomiast w przypadku ustekinumabu oraz etanerceptu nie wykazano, aby występował znaczący wzrost ryzyka zakażeń.

Do uczestnictwa w badaniu kwalifikowano dorosłe osoby z łuszczycą, leczonych tradycyjnymi metodami systemowymi lub lekami biologicznymi. Dane były zbierane od czerwca 2007 do sierpnia 2013. Łącznie przeanalizowano przebieg leczenia u 11 466 chorych osób z łuszczycą. Skumulowany odsetek poważnych zakażeń wynosił 1,45 na 100 pacjentów. Do najczęściej odnotowywanych zakażeń należały zapalenia płuc oraz zapalenia tkanki łącznej.

Autorzy pracy wskazują również, że ryzyko infekcji było wyższe w przypadku osób starszych. Do czynników ryzyka mają należeć także: towarzysząca cukrzyca, palenie papierosów oraz występowanie wcześniejszych zakażeń i ekspozycja na infliksimab lub adalimumab.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.