„Ludzie boją się chorób skóry…” – wywiad z lekarzem dermatologiem

Tym razem chciałbym zaprezentować wam ciekawy wywiad z dermatologiem dr. Bartłomiejem Kwiekiem opublikowany niedawno na internetowej stronie magazynu Wysokie Obcasy. Jako, że wywiad w oryginale jest dosyć obszerny, pozwoliłem sobie pominąć niektóre mniej interesujące z naszego punktu widzenia fragmenty i pozostawiłem jedynie te, które w sposób bezpośredni dotyczą tematyki oraz zagadnień związanych z łuszczycą. Zapraszam do lektury.

 

Słońce czy chłody – co lepsze dla cierpiących na choroby skóry? 

Dla łuszczyków słońce jest dobrodziejstwem, jeśli odważą się rozebrać na plaży. Mniej odważni przeklinają tę porę roku, bo wystawienie chorej skóry na widok publiczny jest barierą nie do pokonania. Ci ludzie z reguły nie biorą urlopów latem, choć słońce i morska słona woda to dla nich doskonała terapia. Po kilkunastu dniach pobytu nad Morzem Martwym lub Czerwonym, gdzie promienie UV silnie operują, pacjenci wracają zdrowi, podczas gdy tu leczymy ich trzy miesiące z umiarkowanym skutkiem. Niektórzy kalkulują: taki urlop jest co prawda drogi, ale jak policzę dni nieobecności w pracy i koszt maści do smarowania, to i tak będę do przodu.

Ludzie boją się chorób skóry?

Tak, ostatnio poproszono mnie o interwencję w przedszkolu. Rodzice domagali się, aby jednego z przedszkolaków z ciężkim AZS odseparować od grupy, bo ich dzieci mogą się zarazić. Sugerowali świerzb i inne „zarazy”. To dramat dla chorego dziecka: nie dość, że wszystko je boli, piecze i swędzi, jest niewyspane, nie może się skupić i ma gorsze oceny, to jeszcze dostaje po głowie od rówieśników i ich rodziców. Z przykładami stygmatyzacji spotykają się również dorośli chorzy. Student AWF żalił mi się, że lekarz na uczelni nie pozwala mu uczestniczyć w zajęciach na basenie.

Trudno o tolerancję, gdy coś jest nieznane i nieestetyczne. Wolą unikać.

Takie reakcje są bezpodstawne! Zakaźne choroby skóry zdarzają się niezmiernie rzadko. To promil zachorowań. Większym zagrożeniem dla otoczenia są osoby, u których nie widać choroby, np. ci, którzy chodzą z grypą. Na rękach łuszczyka jest mniej bakterii niż na rękach zdrowego człowieka. Ponadto w łuskach powstaje dużo substancji antybakteryjnych, co zapobiega infekcjom. Podawajmy bez obaw rękę łuszczykowi czy atopikowi – oni potrzebują tolerancji i akceptacji. Te choroby nie są dla nas w żadnym stopniu niebezpieczne, za to my jesteśmy zagrożeniem dla chorych – przez nasze reakcje mogą stracić pracę, a nawet targnąć się na życie.

Która z chorób jest najbardziej uciążliwa?

Według mnie chyba łuszczyca, bo trzyma latami. Zajmuje nie tylko skórę, głowę i paznokcie, ale również stawy (kilkanaście procent chorych ma łuszczycę stawową w ciężkiej postaci). Łuska dosłownie sypie się wszędzie wokół chorego. Trądzik ma lepsze i gorsze okresy, ale też często sam mija. W AZS najbardziej dokucza świąd, który doprowadza do szału. Pacjenci mówią: „Niech boli, byle nie swędziało”. Poirytowanie chorego przenosi się na członków rodziny. Co prawda leki przeciwświądowe działają wyciszająco, ale przy okazji wywołują senność, utrudniając pracę, naukę, uniemożliwiają prowadzenie auta.

Czy bierze się pod uwagę jakość życia chorych?

Są metody oceny ich jakości życia. W Polsce, niestety, nie przywiązuje się do tego parametru należytej wagi. A przecież to, czy ma się grudkę łuszczycową na pośladku czy na twarzy, na paznokciach stóp czy rąk, to kolosalna różnica. Często bardziej niż wielkość obszaru chorej skóry liczy się lokalizacja zmian zapalnych. Łuszczycy mają najniższy wskaźnik jakości życia. Zwiększa się ryzyko depresji i samobójstwa. Choroba wyklucza z pracy w równym stopniu jak np. padaczka.

Jak leczyć te stygmatyzujące choroby?

Mamy nowe leki biologiczne na łuszczycę. Niektóre ze starszych zostały wycofane, inne zostały. Niestety, jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o finansowanie leczenia. NFZ finansuje terapię łuszczycy (już nie tylko stawowej) ponad stu pacjentów, a kryteria są nadal restrykcyjne. Pełnopłatne leki są astronomicznie drogie: ampułka kosztuje 12 tys. zł, a należy ją przyjmować trzy-cztery razy w roku. Mój pacjent leczył się, póki starczyło pieniędzy ze sprzedaży samochodu ojca. Kiedy się skończyły, zarzucił studia. Łuszczyca stawowa się rozwinęła, choroba objęła także skórę. Dziś jest kaleką zgiętym wpół. Miał 190 cm wzrostu, teraz ma 160 cm.

Choroba skóry to nie tylko schorzenie zewnętrznej powłoki ciała. W każdej z tych chorób występuje przewlekły ogólnoustrojowy stan zapalny. Chorzy na łuszczycę cierpią często na chorobę niedokrwienną serca, mają większe ryzyko udaru i przedwczesnej śmierci. Z badań wynika też, że łuszczycy prawie dwukrotnie częściej są otyli, co nasila chorobę i usposabia do rozwoju zaburzeń metabolicznych. Otyłość predysponuje do łuszczycy – i odwrotnie. To typowa kompensacja: jem, bo jestem zestresowany. Wiadomo też, że łuszczycy częściej stają się nałogowcami, np. uzależnionymi od alkoholu. Ponadto ich skóra szybciej się starzeje w związku z leczeniem promieniami UV. Skóra 50-latka często wygląda na 70-letnią i jest znacznie bardziej podatna na nowotwory skóry.

Skąd tak duże powiązanie skóry i psychiki?

Skóra i ośrodkowy układ nerwowy powstają z ektodermy (tzn. tego samego listka zarodkowego). Najnowsze badania wskazują na wzajemne powiązanie między układami nerwowym i immunologicznym a skórą. Występują w nich wspólne neuromediatory i neurohormony. Mózg, układ immunologiczny i skóra mówią tym samym językiem biochemii, którego częścią składową są neuropeptydy. Dlatego nie tylko obrzydzenie na naszych twarzach, ale również sama biologia warunkuje dramatyczne konsekwencje: badania Wessely’ego i Lewisa potwierdzają obecność zaburzeń psychicznych u 40 proc. pacjentów dermatologicznych, a u 90 proc. – nieprawidłowości psychicznych.

Dr Bartłomiej Kwiek – specjalista dermatolog, adiunkt w Klinice Dermatologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Specjalizuje się w leczeniu łuszczycy, trądziku, AZS. Pracuje w warszawskiej Klinice Dermatologicznej przy ul. Koszykowej 82a oraz w Klinice Ambroziak Estederm przy ul. Sikorskiego 13

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Tomasz

Niestety, ludzie patrzą na chorych na łuszczycę jak na trędowatych. Ale uważam to głównie za winę niedoinformowania społeczeństwa. Może jakaś kampania społeczna, no może nie rozwiąże – ale chociaż zasieje ziarno tolerancji w ludziach. Współczuję tej choroby, przecież to są normalni ludzie jak my, mające takei same potrzeby.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *