Łuszczyca, co pomaga? – Rozmowa z lekarzem z dermatologiem

Poniżej rozmowa z dermatologiem dr. Andrzejem Szmurłą, w której znajdziecie wiele ciekawych informacji na temat łuszczycy; leczenia, leków, diety, a także o tym czy wycięcie migdałków może pomóc w walce z chorobą.

Moja babcia chorowała na łuszczycę. Pamiętam, że wtedy bardzo trudno się tę chorobę leczyło.
– I niestety dalej się trudno leczy.

To mało pocieszający początek rozmowy.
– „Trudno” nie znaczy, że nie można pomóc chorym. Można. Mam wielu pacjentów, u których łuszczyca zupełnie się wycofała lub przynajmniej zdecydowanie zwinęła skrzydła.

Nowoczesne leki biologiczne, o które zabiegali polscy pacjenci, coś zmieniły w leczeniu?
– Na pewno, choć to nie jest remedium na wszystko. Przeciwciała monoklonalne, o których mówimy, mają zalety. Niektórym pacjentom bardzo pomaga ich stosowanie. Ale mają też wady – i nie ma co tego ukrywać.

Są drogie.
– Są koszmarnie drogie. Jedna ampułka może kosztować nawet 4 tys. euro. Środki te są refundowane w niektórych szpitalach mających podpisany odpowiedni kontrakt z NFZ, trzeba jednak spełnić szereg warunków. Są ostatnią deską ratunku – pacjent musi przejść wcześniej wszelkie inne dostępne terapie, by dostać taki lek. Prywatne przychodnie w ogóle więc takimi lekami nie leczą.

A warto?
– Jednym pomagają, innym nie. Z lekami biologicznymi jest ten problem, że to naprawdę nie są cukierki. Zostały stworzone tak, by wybiórczo blokować określone substancje procesów zapalnych w ciele, najczęściej różne rodzaje interleukin czy czynnik TNF. A łuszczyca bardzo silnie związana jest ze stanami zapalnymi. Podawanie takich leków powoduje więc poprawę w chorobie przez osłabienie naszego układu odpornościowego. I wszystko wspaniale, tyle że to ma swoje konsekwencje. Leczone osoby są np. bardziej narażone na infekcje, takie jak choćby grypa, ale też na raka. Były prowadzone badania, z których wynika, że leki te mogą w niektórych przypadkach zwiększać ryzyko rozwoju raka prostaty u mężczyzn.

Leczenie gorsze od choroby?
– Nie można tak powiedzieć. Te leki mogą pomóc chorym, tylko nie uważam, by były pierwszym wyborem dla każdego pacjenta. Poza tym ich koszt jest wysoki, ale dopóki jest refundacja, nas to nie martwi. Tylko co się stanie, kiedy tej refundacji zabraknie? Pacjent leczony w ten sposób w zasadzie już musi pozostać przy tej metodzie.
Jest jeszcze kwestia uodparniania się na leki biologiczne. Gdy tak się dzieje, trzeba kombinować i łączyć dwa środki. Miałem pacjentów, którzy przestali reagować na leczenie biologiczne, i powiem szczerze, że mamy im już niewiele do zaoferowania. Dlatego trzeba dobrze rozważyć, czy to najlepsze rozwiązanie dla chorego. Czasami tak.

To czym leczyć? Wciąż naświetlania i maści?
– Tak, to wciąż działa. Stosuje się naświetlania UVA i UVB. Naświetlania UVB są bezpieczniejsze, można się przy tym co najwyżej opalić, ale są mniej skuteczne. UVA są znacznie bardziej efektywne w leczeniu, jednak nie wszyscy pacjenci dobrze reagują na leki doustne stosowane wspomagająco przy tej terapii.

Mają zwiększyć działanie promieni?
– Tak, stosuje się psoraleny, które zwieszają aktywność UVA. Niestety, u niektórych pacjentów psoraleny mogą powodować mdłości i dolegliwości żołądkowe. Poza tym trzeba bardzo uważać na normalne słońce, kiedy wychodzimy na dwór po takiej kuracji. Można się narazić na poparzenie słoneczne. Metoda ta jednak w wielu przypadkach może pomóc chorym.

Takie naświetlania nie zwiększają ryzyka rozwoju raka skóry?

– Trochę zwiększają. Skutkiem ubocznym może być czerniak lub inny rodzaj raka skóry. Jednak w swojej wieloletniej praktyce czerniaka po takiej terapii nie rozpoznałem ani razu, a jestem specjalistą od tych spraw. Było kilka przypadków łagodniejszych form raka podstawnego skóry. Pacjentom aplikujemy bardzo konkretną dawkę promieniowania w kontrolowanych warunkach. Więcej czerniaków widziałem po solarium.

A tak znienawidzone przez pacjentów maści?
– Jak najbardziej się je stosuje. Najczęściej są to sterydy w połączeniu z witaminą D. Daje się ją, żeby przeciwdziałała ścienianiu skóry pod wpływem sterydu. Kiedyś stosowano też samą witaminę D, ale wycofano takie maści z rynku.Sterydy też nie są obojętne dla organizmu.
– Oj, nie są. Ale najczęściej skutkiem ubocznym są po nich tylko rozstępy. My nie stosujemy takich dawek, żeby pacjenta wpędzić w kłopoty. Wiadomo, że nie można ich nakładać na twarz. Ale akurat tu wiele się zmienia w technologii produkcji. Tworzy się takie sterydy, które są jak najmniej wchłanialne, by działały tylko na skórę miejscowo, a nie na cały organizm – to tzw. mineralokortykoidy. Produkowane są różne pianki, szampony zawierające sterydy do stosowania na skórę.
Wciąż też używa się maści z dziegciem, ale jest ich mało, ponieważ dziś już nikt ich nie robi na zamówienie.

Dlaczego?
– Bo mało kto umie, niestety.

A coś nowszego?
– Dermatolodzy mają dobre wyniki w leczeniu łuszczycy za pomocą leków na trądzik – retinoidów. Retinoidy mogą nieco podnosić poziom cholesterolu i trójglicerydów. Problemem jest również to, że dwa lata wypłukują się z organizmu, kobiety w okresie rozrodczym muszą uważać. Nie powinny zajść w ciążę ani w trakcie leczenia, ani jeszcze dwa lata po.

Dużo tych metod.
– Pamiętajmy, że łuszczyca to zapewne nie jest jedna choroba. W zasadzie wciąż nie wiadomo, co to w ogóle jest. Może się okazać w przyszłości – i do tego się skłaniam – że to różne schorzenia przyjmujące podobną formę. My rozmawiamy głównie o łuszczycy przewlekłej. Łuszczyca przewlekła jest pod względem wyglądu dzielona na kroplistą, plackowatą, wysiękową itd. Całkiem inne odmiany to stawowa i krostkowa.
Łuszczyca stawowa naprawdę ostro daje w kość. Prowadzi do deformacji stawów.
Kiedyś leczyliśmy dyrygenta. Miał za sobą udaną karierę, ale kiedy przyplątała się ta choroba, musiał ją zakończyć. W takich przypadkach dawniej stosowano jeszcze plazmaferezę – wyłapywało się białe krwinki pacjenta i inne nieokreślone składniki osocza – ale okazała się zbyt droga, by używano jej powszechnie.
Z kolei np. łuszczyca ostra powstaje po infekcji paciorkowcami. To bardzo dziwne zjawisko. Na ciele chorego pojawiają się tysiące maleńkich identycznych kropeczek nie większych niż łepek szpilki. Taką łuszczycę leczy się antybiotykiem – tetracykliną.

Antybiotyk? Po co?
– To teraz będzie fachowo: ponieważ tetracyklina zaburza migrację monomorficznych limfocytów wielojądrzastych.

Wolę po ludzku.
– Łuszczyca ostra jest czymś w rodzaju alergii. Choć normalnie te dwie choroby nie mają ze sobą nic wspólnego. Przypuszcza się, że alergeny paciorkowców – cząsteczki obecne na powierzchni komórek bakterii wywołujących najczęściej anginę – są bardzo podobne do tych obecnych na zdrowych komórkach skóry. I układ odpornościowy się myli. Atakuje paciorkowce i skórę jednocześnie. Kiedy w skórze trwa taki szturm, ściągają do tych miejsc wspomniane limfocyty, zwiększając reakcję zapalną. Antybiotyk zaburza tę reakcję i stan skóry się poprawia. Wygląda to dość spektakularnie u pacjenta, ale nie jest bardzo groźne. Mija bez problemu i zazwyczaj taką łuszczycę mamy raz w życiu.

Odwrotnością tej sytuacji jest z kolei łuszczyca krostkowa. Nazwa nie brzmi poważnie, ale to choroba, która postępuje w bardzo szybkim tempie. Zamiast łusek tworzą się ropne krostki i skóra dosłownie zaczyna spełzać z pacjenta. To wymaga hospitalizacji i podawania wlewów ze sterydów dożylnie. Nie chcę straszyć, ale od tego można nawet umrzeć, jeśli utracimy zbyt dużo skóry. Wtedy dopiero widać, jak ważny to narząd. Bez skóry nie można żyć.

Czym jest łuszczyca?

– Tego nie wiemy do końca. Dziś uważa się, że to także choroba metaboliczna, taka jak cukrzyca czy miażdżyca. Osoby chorujące na łuszczycę częściej mają np. zawały serca. I nikt nie wie dlaczego.

Kobiety chorują częściej?
– Trochę częściej, ale to nie jest choroba związana jakoś bardziej z płcią. Chorują wszyscy, w każdym wieku. Także dzieci.
Różnie jest też z pojawianiem się i znikaniem choroby. To indywidualne. Wiadomo, że jeśli choroba ujawni się w wieku dziecięcym, to łuszczyca ma gorszy przebieg i zazwyczaj nie znika. Niektóre leki mogą indukować chorobę, np. stosowane w chorobach układu krążenia beta-blokery.A styl życia?
– Sugeruje się, że jej przebieg łagodzi – i zmniejsza też ryzyko zachorowania – niskokaloryczna dieta. Nieprzejadanie się. Zawsze nurtowało mnie pytanie, czy osoby cierpiące na anoreksję chorują na łuszczycę. Bo mam podejrzenia, że nie.
Duży wpływ na rozwój łuszczycy może mieć stres – zazwyczaj zaostrza stan chorego. Ale bywa odwrotnie. Kiedyś leczyłem w szpitalu pacjenta, który miał naprawdę duże zmiany łuszczycowe. Zmarł mu nagle syn i on to strasznie przeżył. Ale tu stres zadziałał inaczej – wyleczył go z łuszczycy zupełnie, w ciągu dwóch nocy. Śmierć syna to był szok dla organizmu pacjenta, który „wycofał” chorobę. Ale to tylko pokazuje, że stres ma znaczenie.
Czy z tym dobroczynnym wpływem wypadów nad Morze Martwe to prawda?
– To ma sens. Osobom chorym na łuszczycę zaleca się nawet kąpiele w słonej wodzie w wannie. Hiperosmoza powoduje, że mediatory stanu zapalnego unieczynniają się. Poza tym kiedyś jeden z kolegów dermatologów tłumaczył mi, że nad Morzem Martwym, które jest w niecce, chmury układają się w taki sposób, iż ilość promieniowania UVA jest dla łuszczyków wyjątkowo korzystna. Ale niekoniecznie trzeba jechać aż do Izraela – generalnie pobyt nad morzem osobom chorym na łuszczycę służy.

A leki ziołowe?
– Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek pomagały. Prowadzono badania nad przyprawą kurkumą, ale nie dały one zadowalających rezultatów.

Nowa metoda: wycinanie migdałków.
– To może działać. Tak samo jak w przypadku wspomnianych paciorkowców. Migdałki są strażą, linią obrony naszego organizmu. Tam „wyłapywanych” jest wiele mikrobów, w tym m.in. paciorkowce, i tam toczy się wojna, a zatem również stan zapalny. Usunięcie migdałków może w niektórych przypadkach pomóc, choć nie jest to na pewno standardowa metoda leczenia.

Jak pielęgnować na co dzień skórę z łuszczycą?
– Należy przede wszystkim delikatnie oczyszczać łuski. Ale nie trzeć ich i nie drapać, tylko masować i natłuszczać, by schodziły. Osoba chora na łuszczycę traci bardzo dużo naskórka. Jego okres złuszczania się wynosi nie tak jak u zdrowych – około 28 dni, ale tylko cztery! Trzeba pilnować, czy nie tracimy też zbyt dużo żelaza, i jeśli tak – uzupełniać je.

Wszystko kręci się cały czas wokół tych stanów zapalnych.
– Dawniej, kiedy pacjent przychodził do nas do szpitala z rozpoznaniem łuszczycy, pierwsze, co robiliśmy, to m.in. wysyłaliśmy go obowiązkowo do dentysty, a kobiety do ginekologa. Wyleczenie chorych zębów czasem pomagało. Wykonywaliśmy też rentgen klatki piersiowej. W ogóle szukało się toczących się stanów zapalnych. Bo to ma ścisły związek z powstawaniem łuszczycy. Może tak być, że to one w dużej mierze są przyczyną tej choroby, podsycają łuszczycę.
Przyszła raz do nas pacjentka, której nie byliśmy w stanie pomóc żadną metodą. Zaczęliśmy się doszukiwać ukrytego zapalenia. I okazało się, że pani od lat nie wyjęła antykoncepcyjnej wkładki domacicznej! Wokół niej toczył się stale proces zapalny. Po usunięciu wkładki i podleczeniu kobiety łuszczyca ustąpiła. Podobnie było z pacjentem, któremu usunięto gruczolaka nadnerczy. Tu też łuszczyca odpuściła, a kiedy po kilku latach powróciła, to już w szczątkowej formie.
Namawiałem kiedyś urologów, by zrobić badania, czy osoby z kamicą nerkową nie są też bardziej narażone na łuszczycę. Ale niestety, nic z tych namów nie wyszło. 

Te stany zapalne przypominają mi ziarenko piasku wrzucone do muszli. Drażni, drażni, aż wokół powstaje perła. Dla nas jest piękna, ale dla małża to coś, czego chce się pozbyć.

– Dlatego trzeba pilnować, by nie „hodować” w sobie stanów zapalnych. Leczyć infekcje, pilnować zębów. Badać się regularnie. Zdrowy styl życia, dieta, ruch, wysypianie się, brak nałogów na pewno pomogą też w walce z łuszczycą.

Transkrypcja wywiadu została pierwotnie opublikowana na portalu Wyborcza.pl.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *