„Pacjenci z łuszczycą są w najcięższej sytuacji” cz. 2

 

Kolejna część wywiadu z profesorem Andrzejem Kaszubą poniżej.

Z wywiadu dowiesz się m.in.: dlaczego pacjenci z dolegliwościami dermatologicznymi nie stosują się do zaleceń lekarzy dermatologów, jakie najbliższe cele stawia sobie Krajowy Konsultant ds. Dermatologi i Wenerologii oraz jak wygląda kwestia dostępności do leków w innych krajach UE.

Pierwsza część wywiadu dostępna w poprzednim wpisie.

– Pan podczas swojego wykładu na Sympozjum Sekcji Alergologicznej Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego wspominał o ważnej relacji, jaka powinna wiązać pacjenta z lekarzem. 

– My to nazywamy compliance lub adherence. (Przeprowadzaliśmy w Polsce badanie i okazało się, że od 46 proc. do 50 proc. pacjentów – szczególnie z przewlekłą chorobą skóry – którzy wychodzą z gabinetu ze szczegółowymi wskazaniami, jakie leki przyjmować i jak je dawkować, nie stosuje się w ogóle do zaleceń lekarza. Nie wykupują leków. Taki chory udaje się do lekarza tylko ze względu na presję, jaką wywiera na nim rodzina. Dlatego trudne do stosowania leki, np. preparaty do smarowania zmienionych miejsc – jeszcze bardziej komplikują compliance. Można powiedzieć, że część pacjentów nie stosuje się w ogóle do zaleceń lekarza, a druga część nie stosuje się do zaleceń konkretnych. Choremu jest trudno, bo on pracuje, nie może mieć np. tłustej głowy czy twarzy itp. Jak wówczas oceniać poprawę u takiego pacjenta? To jest bardzo trudne. Dlatego staramy się wprowadzać takie metody, jak chociażby terapia bioaktywna w atopowym zapaleniu skóry, gdzie przechodzimy później –po stwierdzeniu remisji – na stosowanie preparatów miejscowych trzy lub dwa razy w tygodniu. Te działania mają ułatwić pacjentowi compliance. Pacjenci lubią się leczyć tabletkami, wolą je niż jakiekolwiek leki miejscowe. Natomiast chociażby w atopowym zapaleniu skóry nie da się leczyć tylko ogólnie. Musimy odbudować barierę naskórkową, która jest zaburzona, a jest podstawą działania wszystkich egzogennych zewnętrznych czynników drażniących. Z jednej strony, te czynniki działają od zewnątrz – jak chemia w wodzie, chemia w powietrzu, w ubraniach – z drugiej strony, od wewnątrz. To chemia w produktach spożywczych, a do tego dochodzi stres, czyli ogólnie czynniki cywilizacyjne. One mają ogromny wpływ na stan naszej skóry. Trzeba jasno powiedzieć – choroby skóry są chorobami cywilizacyjnymi, a ich czynnikami wyzwalającymi są też często leki. Jest to wiele preparatów stosowanych w nadciśnieniu, betablokery, niesteroidowe leki przeciwzapalne powszechnie nadużywane. Mamy zatem coraz więcej pacjentów w dermatologii, których choroby wywołane są przez cywilizację.

– Jakie najbliższe cele stawia sobie pan jako konsultant krajowy?

– Kierujemy prośby do ministra zdrowia o obniżenie kryteriów dotyczących programu terapeutycznego łuszczycy plackowatej. Chcemy, żeby w niedługim czasie do tego programu zarówno na łuszczycę stawową, jak i plackowatą dołączyły nowe generacje leków. Wkrótce będziemy mieli leki w postaci iniekcji, które podawane raz na trzy miesiące czy raz na pół roku mogą spowodować remisję choroby. Musimy mieć dostęp do tych leków. Jesteśmy przecież cywilizowanym krajem!

– W innych krajach te leki są już dostępne?

– Oczywiście i nie ma tam problemu, żeby pacjenta do takiej terapii zakwalifikować. Walczymy również o to, aby najlepsze maści sterydowe, w których steryd połączony jest z Calcipotriolem i z witaminą D3 – czyli maści mające najlepsze działanie w łuszczycy, były refundowane. Jednym z moich priorytetów jest doprowadzenie do refundacji emolientów u chorych z atopowym zapaleniem skóry. Emolienty są niezbędne do prawidłowego leczenia tego schorzenia. Są one zresztą konieczne nie tylko w atopowym zapaleniu skóry, ale także w łuszczycy. Do tego dochodzi także potrzeba refundacji sterydów, nowych leków na nowotwory skóry, miejscowe inhibitory kalcyneuryny. Przed nami zatem dużo działań. Niestety, wiadomo, że dermatologia jest na szarym końcu… I tak cieszę się, z tego, co już się udało za mojej kadencji zrobić. A jeżeli ktoś mi mówi, że my lobbujemy za określonym lekiem, to wcale nie dlatego, że to jest opłacalne dla naszej kieszeni. To się opłaca pacjentowi ze względu na jego zdrowie. My jesteśmy fachowcami i o tym, czy dany lek ma być refundowany, nie może decydować człowiek z Narodowego Funduszu Zdrowia. Urzędnicy nie zawsze nas, niestety, pytają o zdanie, a jeśli pytają, niekoniecznie tę opinię biorą pod uwagę.

Rozmawiała Ewa Gosiewska

źródło: http://www.edermatologia.pl

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *