prof. Andrzej Kaszuba: „Łuszczyca jest lekceważona”

W dzisiejszym wpisie rozmowa prof. dr hab. Andrzejem Kaszubą – specjalistą dermatologiem. Pan profesor jest kierownikiem Kliniki Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Jest konsultantem krajowym w dziedzinie dermatologii i wenerologii, przewodniczącym Krajowego Zespołu Ekspertów ds. Dermatologii oraz wiceprzewodniczącym Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego. Od lat pod przewodnictwem Pana profesora, Krajowy Zespół Ekspertów ds. Dermatologii zabiega o wprowadzenie programu lekowego dla chorych na ciężką łuszczycę plackowatą. Jego wdrożenie zapowiadali kolejni ministrowie zdrowia, jednak ok. 1,4 tys. chorych wciąż nie ma dostępu do skutecznej terapii. Specjaliści pytają, kiedy wreszcie łuszczyca przestanie być w Polsce traktowana jako defekt kosmetyczny, a nie choroba ogólnoustrojowa. Zapraszam do lektury:

andrzej-kaszuba-4f7431cbb3417ad224000099
prof. Andrzej Kaszuba

– Przy niewielkich zmianach skórnych pacjenci często lekceważą chorobę i nie zgłaszają się do lekarzy. A efekt jest taki, że po paru latach nieleczenia może dojść do uogólnienia i zaostrzenia łuszczycy, a wtedy zaczyna się dramat.

prof. dr hab. Andrzejem Kaszuba: W Polsce na łuszczycę choruje około miliona osób. Mówi się o 2–3 proc. populacji, co daje od 800 tys. do miliona osób. Warto jednak podkreślić, że przy niewielkich zmianach skórnych pacjenci często lekceważą chorobę i nie zgłaszają się do lekarzy. A efekt jest taki, że po paru latach nieleczenia może dojść do uogólnienia i zaostrzenia łuszczycy, a wtedy zaczyna się dramat. Na średnio ciężką i ciężką postać łuszczycy choruje 150 tys. osób. Z tego kilka tysięcy ma tak zaawansowaną chorobę, że wymaga niemal stałej opieki i częstych hospitalizacji. 

– Ale pan sam i pana koledzy mówią, że natychmiastowego leczenia biologicznego wymaga ok.800 osób. To nie jest duża grupa, więc i wydatki nie byłyby duże. Dlaczego nie można im podać leków?

AK: Problemem są pieniądze, bo leczenie biologiczne jest drogie. Kosztowałoby to około 32–35 mln zł rocznie. Warto jeszcze podkreślić, że mówimy o 1000 osób, które kwalifikują się do tego typu leczenia. A w Polsce kryteria kwalifikacji chorego do terapii biologicznej są naprawdę wysokie, bo obowiązuje nas tzw. reguła dziesiątek: powierzchnia skóry powinna być zajęta w ponad 10 proc., wskaźnik rozległości i aktywności choroby, tzw. PASI, musi być powyżej 10, wskaźnik DQLI (jakości życia) też powinien wynosić powyżej 10 punktów. Oprócz tych kryteriów klinicznych, jest także warunek, że pacjent nie zareagował korzystnie na dotychczasowe leczenie ogólnoustrojowe: cyklosporynę, metotreksat czy metodę PUVA. Mówiąc krótko – kwalifikujemy do leczenia biologicznego osoby, które łuszczyca wykluczyła już właściwie z życia. W Belgii czy Francji bierze się pod uwagę jedno kryterium – jakość życia. Często wystarczą duże zmiany w paznokciach powodujące bolesność, by otrzymać leczenie biologiczne, które jest najbardziej skuteczne.

– NFZ zlikwidował grupę J-40, tłumacząc, że dzięki temu teraz łuszczycę można leczyć nie jednym, ale czterema lekami. Czy to znaczy, że sytuacja chorych się poprawiła?

AK: Nie. Od tej grupy nie zależało, czy mogliśmy stosować nowoczesne leczenie czy nie. Dzięki niej można było stosować jedynie leczenie przeciwciałami anty-TNF-α, a w ciągu ostatnich lat pojawiło się mnóstwo leków, które do tej grupy nie należą, np. ustekinumab, brikinumab. Grupa J-40 była protezą przyszłego programu terapeutycznego. Ale nie w tym tkwi problem, tylko – znowu do tego wracamy – w pieniądzach. Jak każdy oddział dermatologiczny, mam określony limit, narzucony wielkością kontraktu z NFZ, a jest on liczony na podstawie starych metod leczenia. Efekt jest taki, że wystarczy, iż przyjmę dwóch, trzech pacjentów miesięcznie i podam im leki biologiczne, a nie mam kontraktu. A są oddziały, które mają przyznane po 50–60 punktów na łóżko miesięcznie… Zmiana rozporządzenia NFZ nic w tym względzie nie poprawiła.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *