Przypominamy: dieta skuteczna w walce z łuszczycą!

Na łamach bloga kilkukrotnie poruszaliśmy już temat diety, jako skutecznej metody walki z objawami łuszczycy. Warto jednak po raz kolejny zagłębić się w temat diety łuszczycowej, tym razem w kontekście  niedawno opublikowanej książki „Odżywianie w łuszczycy. Wpływ diety na stan skóry”.

Autorka – dietetyk i farmaceutka Magdalena Kurzyp, za pośrednictwem ww. publikacji, dzieli się z czytelnikami dostępnymi badaniami, a także swoimi doświadczeniami z pacjentami zmagającymi się z problemem łuszczycy. Poniżej prezentujemy wybrane przez nas fragmenty wywiadu z autorką, które powinny zaciekawić wszystkich zainteresowanych tematem diety w łuszczy.

Łuszczyca jest chorobą ogólnoustrojową, która manifestuje się zmianami skórnymi i z tego powodu postrzegana jest jako choroba skórna. Jest ona również chorobą dietozależną. U osób chorujących na łuszczycę bardzo łatwo jest rozeznać, które produkty im nie służą, ponieważ natychmiast pojawiają się nowe wykwity i w związku z tym taki pacjent powinien wiedzieć, że tego akurat nie powinien jeść.(…)

W diecie chorych na łuszczycę jest jedna podstawowa restrykcja, tzn. nie powinno się jeść takich warzyw, które należą do grupy Solanaceae, czyli psiankowatych. Należy do nich ziemniak, pomidor, papryka, bakłażan, kolorowy pieprz, a także tytoń, który zdecydowanie pogarsza stan skóry. (…)

Dietetyk i farmaceutka Magdalena Kurzyp, autorka książki pt. „Odżywianie w łuszczycy. Wpływ diety na stan skóry”.

Dla osób chorych na łuszczycę ważne jest to, żeby dbać przede wszystkim o skórę i wątrobę. Mianowicie jest taka hipoteza przeciekającego jelita i mówi ona mniej więcej to, że u chorych na łuszczycę pewne substancje, które są niezdrowe i wręcz toksyczne dla organizmu, które nigdy u zdrowego człowieka nie opuszczają jelita ani całego przewodu pokarmowego, tylko fizjologicznie, nagle dostają się do krwi i z krwią wędrują do wątroby. (…)

Wraz z krwią rozprowadzane są po całym organizmie i wtedy już organizm mówi „stop”, bo za chwilę się zatruje. W związku z tym trzeba się pozbyć tego jak najszybciej i najkrótszą drogą. I taką drogą jest właśnie skóra. Stąd w skórze się pojawiają stany zapalne, łatwe do przerobienia się na zmiany skórne łuszczycowe. (…)

Skóra osób chorych na łuszczycę jest niezmiernie wysuszona, to jest suchość trzeszcząca, skóra ulega pęknięciom, zakażeniom. Jeżeli mamy dietę opartą o mięsa typu wieprzowina, to w skórze właściwej znajdują się głównie kwasy tłuszczowe nasycone, które nie potrafią utrzymać w niej cząstek wody. Z kolei mogą to zrobić kwasy tłuszczowe wielonienasycone, w związku z tym samo nawodnienie skóry jest zdecydowanie lepsze. I stąd też np. te osoby, które cierpią na łuszczycę, nie odczuwają tak dobitnie świądu, który nie pozwala im tak naprawdę żyć ani odpoczywać w czasie snu. (…)

Nie można też zapominać o wodzie. Osoby mające na co dzień kłopot z suchą skórą, a do tej grupy należą również chorzy na łuszczycę, powinny pilnować, by niezależnie od kawy, herbaty czy soków codziennie wypijać minimum dwa litry wody.Produktem, który z kolei pomaga w odżywianiu i nawilżaniu skóry od wewnątrz, jest mleko klaczy – jedynego ze zwierząt hodowlanych, które wytwarza mleko typu albuminowego, a więc podobne do kobiecego.

Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych materiałów.

Janek

Zadziwia, że na wszystkich prawie forach, w opiniach wszystkim niemalże ten produkt pomaga (choć nie jest to lek tylko dermokosmetyk). Blog łuszczycowy przyznał się że dostaje kasę, ciekawe, że w badaniach prof. Kaszuby w Łodzi :”W badanej grupie brak poprawy stwierdzono u 10% chorych, niewielką poprawę u 20%. Efekt oceniany jako dobry obserwowano u 40%, a bardzo dobry u 16,6% chorych. U 13,3% badanych stwierdzono pogorszenie zmian chorobowych”. Hmm, w necie wszyscy zadowoleni, same pozytywy. Ostatnio chciałem kupić książkę p. Magdaleny Kurzyp: „Odżywianie w łuszczycy”. Niedostępna w żadnej księgarni internetowej tylko w febumedzie (który sprzedaje preparaty dr Michaels). Mam wrażenie, że niezły biznes zrobili sobie z chorych na łuszczycę poprzez zmasowany pijar w necie…Choruję od 20 lat. Dermatolodzy, z którymi jestem w kontakcie nie słyszeli nic o tym leku (sic!). Profesor Kaszuba tak konkluduje: „Preparaty te ze względu na jednoczesne działanie natłuszczające i nawilżające, przy braku, w większości przypadków, występowania objawów ubocznych, mogą być stosowane przez długi czas i zalecane w długotrwałej pielęgnacji skóry u chorych z łuszczycą.” . Używałem maści dr Michaels i jak każdy dermokosmetyk… lipa 😉

admin

Panie Janku, dermokosmetyki ze względu na naturalny skład, są wskazane raczej dla leczenia łagodnej / średnio-zaawansowanej formy łuszczycy. Podobnie jak większość preparatów niesterydowych, dermokosmetyki nie gwarantują jednak stu procentowej skuteczności leczenia. W przeciwieństwie do leków sterydowych, dermokosmetyk jest jednak w pełni bezpieczny dla skóry pacjenta. W przypadku dermokosmetyków z serii Dr Michaels, efekt kuracji możemy uznać za obiecujące – w cytowanych przez Pana badaniach, poprawa została oceniana jako dobra u 40% pacjentów, oraz bardzo dobra u 16,6%. Czyli u ponad połowy pacjentów stosujących ww. preparaty (nie mylić z lekami!) objawy łuszczycy ustępują niemal całkowicie. Być może dłuższa kuracja, przeprowadzana zgodnie z zaleceniami producenta, pomogłaby także i Panu – znane są nam przypadki, gdzie pierwsze efekty kuracji pojawiały się dopiero po kilku tygodniach od rozpoczęcia stosowania maści.

Wiolka

Cześć Janku! Chyba troszeczkę wyolbrzymiasz problem z dostępnością książki :))) Z ciekawości weszłam na jedną z porównywarek cenowych, gdzie wpisałam tytuł książki i wyskoczyło mi ponad 38 pozycji. Zamieszczam trzy przykładowe, wybrane na chybił – trafił, księgarnie, w których możesz kupić wspomnianą przez Ciebie publikacje: https://tinyurl.com/mearjjx , https://tinyurl.com/mndxowt oraz https://tinyurl.com/mvlbkv7 Głowa do góry, książkę można zakupić bez problemu – trzeba tylko poszukać 🙂 Pozdrówka!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *